Skip to content

O nieprzeżytych życiach

Większość z nas nosi w sobie pragnienia innego życia. Zazwyczaj nie dzielimy się tym z innymi i zostaje to w nas w środku jedynie w formie tak zwanych nieprzeżytych żyć. Powszechny w dzisiejszych czasach hejt to właśnie rezultat takich nieprzeżytych żyć. Hejt opiera się na zazdrości wobec innych o to czego my nie mamy (opisywał to już półtora wieku temu duński filozof Søren Kierkegaard). Psychoanalityk Adam Phillips (autor Missing Out: In Praise of the Unlived Life) tylko potwierdził, że to co najbardziej kształtuje psychologiczną rzeczywistość dzieci to właśnie nieprzeżyte życia ich rodziców. Czyli to czego chcieli, a nie dostali albo nie zdobyli sami.

Żyjemy dzisiaj w przekonaniu, że jesteśmy wyjątkowi (sami dla siebie albo w naszym nieprzeżytym życiu). Pytanie tylko co nas wtedy omija i czego nie widzimy w sobie? Bywa, że trudno nam się do siebie samych zdystansować, gdy żyjemy w świecie, w którym pompuje się jednostkę i naciska na to żeby mieć jak najbardziej spełnione i produktywne życie.

Prowadzimy więc dwa życia – jedno, które chcemy wieść, które chcemy mieć albo czujemy, że powinniśmy mieć (i ono jest w nas) i to drugie, które uskuteczniamy na co dzień. Jedno które nigdy się nie wydarza i drugie, które się ciągle dzieje. Istnieje przepaść między tym czego chcemy i tym co możemy mieć. I ta różnica to jest właśnie podstawa naszego FOMO (z ang. Fear of Missing Out czyli lęk przed tym, że coś nas ominie). W tych naszych nieprzeżytych życiach jesteśmy zawsze bardziej usatysfakcjonowanymi i mniej sfrustrowanymi wersjami nas samych.

Próbujemy żyć tu i teraz, ale to drugie nieprzeżyte życie jest jakby naszym cieniem i ciągle nam towarzyszy i od czasu do czasu daje o sobie mocniej znać. To tylko pokazuje nasze niespełnione potrzeby i pragnienia, które nie doczekały się realizacji. Mamy z tyłu głowy ciągle to jaki mamy potencjał i co jeszcze możemy w życiu zrobić lub osiągnąć. I to napędza naszą frustrację, bo często czujemy, że nie spełniamy tych oczekiwań wobec siebie. I tu Phillips mówi,  że trzeba zaakceptować to uczucie, bo to pokazuje nam na czym tak naprawdę nam zależy. A od tego już tylko krok do satysfakcji.

Frustracja i satysfakcja są ze sobą powiązane. Nasze szanse na satysfakcję zależą od naszej pojemności na frustrację. I właśnie paradoksalnie przez frustrację dochodzimy do tego czego chcemy. Im bardziej się frustrujemy w chceniu czegoś, tym bardziej cenimy to nasze pożądanie tego. Jeśli nie czulibyśmy frustracji, to nie czulibyśmy też satysfakcji.

Inny filozof (tym razem niemiecki) Friedrich Nietzsche powiedział, że aby mieć spełnione życie trzeba raczej pogodzić się z tym, że są w nim trudności, raczej niż przed nimi uciekać. Trudności życiowe i radości się ze sobą wzajemnie przeplatają. To tak jak przyjemność i jej brak są ze sobą ściśle powiązane. Jeśli ktoś chce jednego, musi też doświadczyć drugiego. Co oznacza, że jeśli chcemy zmniejszyć dyskomfort, to nie odczujemy też przyjemności. Największe dokonania ludzi powstawały najczęściej w wyniku doświadczeń, które nie były łatwe.

Spełnienie zazwyczaj też nie przychodzi łatwo. Dążąc do czegoś (czy to w pracy czy w życiu prywatnym) nie możemy się wycofywać przedwcześnie, jeśli życie stawia nam przeszkody i wyzwania. Jeśli będziemy na to przygotowani i świadomi tego, że dojście do momentu, gdzie poczujemy satysfakcję często oznacza przejście przez drogę niepokoju, dyskomfortu czy zazdrości, to będzie nam łatwiej tę drogę przejść. No i nie od dziś wiadomo, że trudności nas wzmacniają (najczęściej, bo nie jest to zawsze oczywiście regułą).

A teraz wyobraź sobie że znowu masz 17 lat. Siedzisz w swoim obklejonym plakatami pokoju, słuchasz muzyki i wyobrażasz sobie jak Twoje życie się potoczy. Planujesz te wszystkie rzeczy, które zrobisz i to jaki będziesz szczęśliwy. Jak się teraz czujesz patrząc na tę scenkę z miejsca, w którym jesteś obecnie? Być może to wspomnienie jest dla Ciebie nieznośne i to wcale nie dlatego, że nie słuchasz już Backstreet Boys. To wyobrażenie być może przypomniało Ci tamtą wolność wyboru, którą miałeś. To wyobrażenie przyszłości, która była niekonkretna, ale elastyczna. To może przypomniało też Ci o tylu rzeczach, które chciałeś zrobić. Niektóre z nich okazały się tylko myślami i nie przeszły w plany. Być może przypomniało Ci się to uczucie, że nic się jeszcze nie zaczęło. Że jest się w fazie marzeń i planowania reszty życia i że wszystko przed Tobą a niewiele już za Tobą.  Nie wiedziałeś wtedy co zrobić, którą drogą pójść, bo żadną jeszcze nie szedłeś i nie wiedziałeś, która jest dla Ciebie. I teraz tak patrząc z Twojej obecnej perspektywy wychodzi na to, że mądrość życiowa to taka nagroda za to co się przeżyło. Nawet jeśli niektóre drogi okazały się nie do końca dobrym wyborem.